Album rodzinny, scenariusz i reżyseria: Adam Opatowicz, Andrzej Poniedzielski
kierownictwo muzyczne: Wojciech Borkowski scenografia: Mariusz Napierała choreografia: Dorota Furman
premiera: 3 lutego 2007 r.
Teatr Ateneum
„Wprawdzie deszcz pada, ale tylko z góry” – taką prześmiewczą wersję polskiego optymizmu prezentuje Andrzej Poniedzielski we wprowadzeniu do spektaklu muzycznego „Album rodzinny”. To zaledwie przedsmak tego, co czeka na widzów później.
A spodziewać się można wielu najbardziej znanych piosenek Jana Kaczmarka, których aranżacja i wykonanie nierzadko mogą okazać się zaskakujące. Przykładem niech będzie utwór odśpiewany i odtańczony przez Grzegorza Damięckiego w stylistyce nawiązującej do rapu. Każdy z sześciorga aktorów ma tu swoją charakterystyczną piosenkę, ostateczny efekt jest jednak zawsze osiągany wspólnym wysiłkiem.
Kaczmarek łączy w swych tekstach inteligenty dowcip, refleksję oraz wrażliwość. Twórcy spektaklu doskonale umieli to wykorzystać. Śmiech miesza się ze wzruszeniem, gdy słyszymy „Czego się boisz głupia” w wykonaniu Doroty Nowakowskiej i Jana Matyjaszkiewicza (świętującego 50-lecie swej pracy). Pojawią się także: „Ballada o mleczarzu”, „Kurna chata”, „Basia”, „Na roli”, „Ballada o zimowych romansach” oraz „Ile jeszcze?”. Z tymi wokalnymi i choreograficznymi popisami współgrają monologi, z których bodaj najbardziej zapadającym w pamięć jest przemówienie towarzysza Wiesława sparodiowane przez Marka Lewandowskiego.
Adam Opatowicz i Andrzej Poniedzielski zdecydowali się na stworzenie przedstawienia opartego na piosenkach Jana Kaczmarka, kierowani przeświadczeniem, że utwory te nie straciły na aktualności, a przeciwnie – będą w stanie opisać doznania charakterystyczne dla współczesnej epoki. We wpisaniu ich w dzisiejszy kontekst pomagają komentarze Poniedzielskiego, pojawiające się między poszczególnymi numerami. Wygłasza on je swoim charakterystycznym smutno-kpiącym tonem, całą postawą wyrażając dystans do tej zaskakującej rzeczywistości, z którą przyszło mu obcować. Dzięki „Albumowi rodzinnemu” ta perspektywa może stać się także naszym udziałem.
Ewa Glińska
|